Artykuły na tym blogu są nieoficjalnymi tłumaczeniami XKCD What If. Teraz również na Facebooku!

30.06.2013

Współczynnik śmiertelności


Oryginalny artykuł: Death Rates

Gdyby jedna losowo wybrana osoba umierała co sekundę gdzieś na świecie, jaki wpływ miałoby to na ludność Ziemi?
— Guy Petzall

Co sekundę umiera 1,8 człowieka i rodzi się 4,2. Po wprowadzeniu pomysłu pana Petzalla liczba umierających wzrosłaby do 2,8. Z pewnością miałby istotne konsekwencje — odpowiadałby za ponad jedną trzecią wszystkich śmierci — ale, przynajmniej na razie, nasza populacja dalej by rosła.

Przy jednej śmierci na sekundę dowolna osoba ma 0,464 procent szansy bycia wybraną do zabicia co roku. Inaczej mówiąc pomysł skutkowałby 4,64 śmierci na 1000 osób.






Jest około dwadzieścia państw, w których współczynnik śmierci wynosi mniej niż 4,64 na 1000. To ścisła czołówka, zawierająca Dominikanę, Brunei, Singapur, Arabię Saudyjską, Kuwejt, Malediwy i Paragwaj. To kraje, w których projekt Guya byłby odpowiedzialny za większość śmierci.
Współczynnik śmierci wzrośnie we wszystkich tych krajach. Musi, matematyka nie pozostawia innej możliwości. Intuicyjnie wydaje się oczywiste, że współczynnik śmierci poniżej 10 na 1000 osób oznacza, że stan populacji nie jest stabilny. Jeśli co roku umiera mniej niż jedna osoba ze stu (i rodzi się wystarczająco wiele, by podtrzymać populację), to przeciętna osoba musi czekać ponad sto lat, żeby umrzeć — jest to oczywiście niewspółmierne z naszą długością życia.
Niski współczynnik śmiertelności zazwyczaj wynika z niedostosowania się struktury wieku populacji do niedawnych zmian jakości życia w danym państwie. W takim przypadku należy oczekiwać wzrostu współczynnika śmiertelności wraz ze starzeniem się populacji. Dotyczy to również Polski, w której współczynnik śmiertelności wynosi 10,31 na 1000 osób — ta liczba znacznie wzrośnie, kiedy pokolenie wyżu demograficznego zacznie się starzeć.

Jedna śmierć na sekundę to nie dość, by odwrócić wzrost ludności w dzisiejszych czasach, ale wystarczyłaby jakiś czas temu. W 1950 roku ludność liczyła tylko 2,52 miliarda ludzi. Jedna śmierć na sekundę oznaczałaby rocznie 12,5 śmierci na 1000 osób — prawie trzykrotnie więcej niż w 2013. Oczywiście, gdyby ludzie umierali szybciej, miałoby to też wpływ na współczynnik urodzeń — ludzie zmieniliby swoje zachowanie pod wpływem zmiany śmiertelności — więc rzeczywisty skutek byłby bardziej skomplikowany.

Połączone śmierci wynikające z planu Guya i śmierci z naturalnych powodów ze względu na wiek na jednym wykresie.


W Stanach Zjednoczonych Guy Petzall byłby głównym powodem śmierci kobiet pomiędzy pierwszym i pięćdziesiątym piątym rokiem życia i mężczyzn w wieku od 1 do 48 lat. Obecnie około 96% noworodków dożywa 40 lat życia, ale po wprowadzeniu planu Guya byłoby to tylko 80%.

Kiedy zdarzałyby się te śmierci.

Biorąc pod uwagę ilość samolotów w powietrzu w dowolnym momencie, jest oczywiste, że niektórzy piloci zmarliby podczas lotu, ale nie byłby to tak duży problem, ponieważ w samolotach wszystkich dużych linii lotniczych lata dwóch pilotów.

Inna sprawa to samochody. Po USA w każdej chwili porusza się około 10 milionów samochodów, więc codziennie za kierownicą umierałoby 127 kierowców, powodując śmierć mniejszej, ale wciąż znaczącej liczby pasażerów, pieszych i innych kierowców. Co ciekawe, to niewiele więcej niż liczba Amerykanów ginących codziennie w zwyczajnych wypadkach drogowych. (Ta liczba spada jako procent ludności od lat 60. i jako procent przejechanych kilometrów przynajmniej od lat 20.)

Co roku przeprowadzanych jest około 50 milionów operacji chirurgicznych. Jeśli byłyby one wykonywane przez jednego chirurga i każda trwałaby średnio pół godziny, rocznie około 13 chirurgów umierałoby w trakcie operacji (a wraz z nimi 13 pacjentów). To straszna myśl. Ale z drugiej strony to mniej więcej tyle samo co liczba chirurgów, którzy zoperują zły narząd lub niewłaściwego pacjenta w ciągu każdych dwóch dni. Nie chodzi o to, że plan nie jest straszny — po prostu rzeczywistość jest dużo bardziej przerażająca.

W końcu, co z naszymi przywódcami?

Członkowie polskiego parlamentu umieraliby w swoich biurach w tempie dwóch, trzech na rok albo dziesięciu w trakcie pełnej kadencji. Bywało gorzej.  

Straty byłyby dramatyczne, ale nie druzgoczące dla naszego gatunku jako całości. Tak naprawdę, ostatecznie światowy współczynnik śmiertelności wynosi 100% - śmierć czeka każdego.


Tu leżą Wszyscy



...ale czy na pewno? Ściśle mówiąc, aktualna śmiertelność ludzi wynosi 93% — około 93% ludzi umarło. Oznacza to, że współczynnik śmiertelności ludzi, którzy nie byli członkami Beatelsów jest znacznie wyższy niż 50% dla osób, które były.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz